Powrót

Danuta Szmit-Zawierucha
Miniatury warszawskie

Wizyta Najjaśniejszego Pana

Część I.

Co się może stać?



   Kończył się maj, pachniały bzy w Łazienkach, kiedy generał gubernator warszawski, wytworny książę Imeretyński oznajmił, że w ostatnich dniach sierpnia odwiedzi Warszawę Najjaśniejszy Pan.

1897
źródło: Danuta Szmit-Zawierucha "Namiestnicy Warszawy"
Car Mikołaj II i jego żona Aleksandra FiodorownaAleksander Konstantynowicz Bagration-Imeretyński (1837-1900)
Generał Gubernator warszawski w latach 1896-1900

   W mieście nastąpiło wielkie poruszenie. Mijał zaledwie rok odkąd Mikołaj II, najstarszy syn Aleksandra III zasiadł na tronie, od blisko trzystu lat obleganym przez dynastię Romanowów.

   Na wieść o tym ważnym wydarzeniu zaczęto szybko porządkować miasto, przynajmniej na trasie przejazdu. Zbudowano także kaplicę na Dworcu Petersburskim, na którym car miał wysiąść wraz z Dostojną Małżonką. Polacy – jak zwykle w podobnych sytuacjach – zaraz się podzielili: jedni uważali, że Mikołajowi należy okazać dyskretną pogardę, gdyż jest zwyczajnym tyranem, inni z kolei sądzili, że należą mu się wszelkie honory, gdyż tylko tak można wyjednać jakieś ulgi dla Polski.

   Margrabia Zygmunt Wielopolski, słynny z pamiętnej branki napisał do cara wiernopoddańczy adres, w którym zawarł takie między innymi słowa: „W Twoim wspaniałomyślnym Samowładztwie (…) naród polski cały widzi swoją przyszłość i chce niezachwianie służyć Tobie, Ukochanemu Swemu Monarsze”, naiwnie wierząc w złagodzenie kursu wobec Polski.

   Ale były to tylko mrzonki.


   Car przyjechał do Warszawy w ostatnim dniu sierpnia 1897 roku, a więc rok po swojej koronacji. Pociąg wjechał na Dworzec Petersburski (stojący wówczas przy ul. Wileńskiej, na wprost ul. Zaokopowej) o godzinie piętnastej i w tej samej chwili odezwał się salut artyleryjski witający satrapę. Salutowi towarzyszył przejmujący dźwięk dzwonów, dobywający się ze wszystkich świątyń warszawskich. Car i carowa byli zdenerwowani i napięci. Obydwoje pamiętali zamach na księcia Konstantego, tak świeży jeszcze i bolesny. Książę przeżył, a Ludwik Jaroszyński, zamachowiec, został stracony na stokach Cytadeli.

   Co się może stać dzisiaj? Co jutro? – myślała carowa, obracając nerwowo pierścień z ogromnym soliterem.

Odjazd Najjaśniejszych Państwa po powitaniu na dworcu Petersburskim


Ciąg dalszy --> Część II.

Powrót